21-23 styczeń kolejny weekend z wypasionym gotowaniem. Tym razem Zakopane i Puchar Świata w skokach.
Dzięki mojemu koledze Jarkowi Uścińskiemu, który był tak miły i zastąpił mnie w studiu telewizyjnym, mogłem od razu wybrać się do Zakopanego żeby uniknąć korków, ponieważ do Zakopanego wybierały się tysiące kibiców. Jarek w piątkowy poranek przygotował cztery dania z kuchni podhalańskiej według mojej modyfikacji. Były to omlet z rydzami, panierowana gołka z sosem wiśniowym (bardzo polecam), hałuski z serem goudą i pomidorami, a na koniec kanapkę mistrzów, która spokojnie może zastąpić lunch.



Piątek upłynął bardzo szybko: sprawy organizacyjne, ustawianie kuchni, no i oczywiście skoki. Piątkowy wieczór po zwycięstwie naszego mistrza skoków Adama był typowo kulinarny. Odwiedziłem kilka regionalnych karczm układając w głowie plan na następny dzień gotowania, tym razem z mistrzami kulinarnymi.


W sobotnie przedpołudnie spotkałem się z kolega z Fundacji Klubu Szefów Kuchni Mirkiem Drewniakiem, który w Zakopanym żywił skoczków i kibiców. Dziennie wydawał wraz ze współpracownikami kilka tysięcy porcji. Z Mirkiem przygotowałem dwa koktajle jeden bananowy z orzechami, a drugi ananasowy z świeżym imbirem .
Obydwie propozycje koktajli to świetna alternatywa, lub dodatek do porannego śniadania.
Podczas następnego wejścia gościłem w swojej wypasionej kuchni prawie cały zespól IRA, który po paradzie kibiców zawitał do mnie na moskole zakopiańskie. Było zabawnie i trochę niebezpiecznie, w ruch poszły noże i ostre docinki :].
Moskole czyli placki z gotowanych ziemniaków zrobiły furorę nie tylko wśród muzyków, ale też znalazły uznanie w oczach, a może w kubkach smakowych rodowitych zakopiańczyków. Sobotę zakończyłem również konkursem skoków, tym razem mniej udanych dla nas kibiców, jednak atmosfera panująca na skoczni rekompensowała niepowodzenia skoczków.



 


Niedzielne mroźne przedpołudnie w wypasionej kuchni.



Szykuje następne potrawy kuchni podhalańskiej. Wspaniały widok na skocznię rekompensuje mi dokuczający mróz.


Tym razem zaczynam od zupy czosnianki z jagnięcymi pulpetami. Zupa dość gęsta bo zaciągnięta zmiksowanymi ziemniakami z serem favita. Do tego aromatyczne pulpety z jagnięciny doprawionej ziołami.



W pierwszym wejściu telewizyjnym odwiedzili mnie Pracownicy zakopiańskiej fabryki Mlekovity, którzy przynieśli ser ważący 35 kg. Był to ementaler który w całości waży 70 kg i jest produkowany tylko w Zakopanym.



Z kawałka tego sera zrobiłem fondue, ale takie dla dorosłych. W serze wydrążyłem otwór, w który wlewałem śliwowice, a następnie ją podpalałem. Ser pod wpływem temperatury topił się, dzięki drożdżowym paluchom wydobywałem go na zewnątrz i częstowałem nim swoich gości. Zapach ementalera i śliwowicy łączył się według mojej oceny idealnie, a patrząc na miny moich gości wywnioskowałem, że im również smakował.


Ostatnim daniem niedzielnym były placki po zbójnicku. Charakteryzują się one tym, że do ciasta ze startych ziemniaków dodaje się przesmażony boczek z cebulą. Po usmażeniu podałem te placki ze startym oscypkiem, a raczej gołką. Przypomnę, że gołka to taki oscypek tylko, że z mleka krowiego. Oczywiście różnią się one kształtem oscypek jest wrzecionowaty, a gołka  walcowata.
Oscypki niestety są tylko do końca października tak jak jest okres wypasu owiec. Na Moje zbójnickie placki zaprosiłem Bartosza Hellera, który opowiedział o konkursach skoków  w Finlandii.

Wypasione gotowanie w Zakopanym dobiegło końca. Postanowiłem szybko wjechać na Kasprowy, co jednak okazało się błędem, ponieważ załapałem się na powrót kibiców po skokach i niestety korki do Krakowa. W przyszłym tygodniu Wisła i przysmaki beskidzkie.
Do zobaczenia w piątek o 6 rano w TVP w „Kawa czy Herbata?” i w sobotę oraz niedzielę na stoku w Wiśle.