„Poznawanie kuchni danego państwa, to tak samo jak odkrywanie nowych lądów, nic bowiem nie charakteryzuje narodu jak jego kuchnia”.
Dlatego też podczas zimowych ferii postanowiłem odwiedzić Wilno. Stało się to możliwe dzięki zaproszeniu jakie otrzymałem od swoich przyjaciół Joanny i Witka, którzy prowadzą tam restaurację Sakva.



Muszę przyznać, że zawsze z ogromnym sentymentem wracam do tego miasta, które jest najmniej docenianą stolicą Europy Wschodniej . Na pewno łatwiej to miasto pokochać niż zrozumieć. Przez zawirowania historyczne zamieszkują w nim liczne mniejszości narodowe, które silnie oddziaływają na codzienne życie rdzennych Litwinów stanowiących nie całą połowę społeczeństwa. Dzięki temu oprócz ciekawej, barwnej kultury mamy szeroki przekrój kuchni oczywiście nawiązującej do krajów ościennych, ale również do kuchni azjatyckiej, dzięki potomkom Karaimów.
Może dla większości wyda się  to dziwne, ale aktualnie najbardziej popularnym daniem na Litwie jest pizza ;-), która zdominowała rynek gastronomiczny. 
Na szczęście w tym pięknym mieście jest kilka punktów, do których warto zawitać i spróbować tradycyjnych przysmaków kuchni litewskiej. Tu szczególnie mogę polecić restaurację Kaimas.
Dla osób, które słabo znają przysmaki Litwinów w skrócie przedstawię powszechnie znane potrawy tamtejszej stołów:
Najbardziej popularne są oczywiście: 


Didžkukuliai, Cepelinai (cepeliny) - przypominające polskie kartacze tylko ciasto robione jest z przewagą gotowanych ziemniaków,
Čeburėkai (czebureki) - podobne do polskich pierogów z nadzieniem  mięsnym, warzywnym,  grzybowym itp, są one jednak większe i smażone na głębokim oleju,
Kastinys - żmudzkie danie zrobione ze śmietany, masła, dobrze przyprawione przeważnie  doprawione kminkiem,
Kibinai (kibiny) – bardzo podobne do polskich pierogów z nadzieniem, ale są znacznie większe. Piecze się je w piekarniku, danie to wywodzi się z tradycji Karaimów,
Koldūnai - (kołduny litewskie) - wyglądają i smakują jak polskie uszka z surowym nadzieniem, przeważnie z baraniny
Kugelis (kugiel) - to ziemniaczana babka ze skwarkami, pieczona w piekarniku lub chlebowym piecu,
Šaltibarščiai (chłodnik litewski) - zupa podawana na zimno, zrobiona z buraków, ogórków, kwaśnego mleka, śmietany, jajek, koperku. W Polsce popularny chłodnik serwowany w sezonie letnim,
Švilpikai - to smażone, polskie kopytka,
Vėdarai - kiszka ziemniaczana, doprawiona czosnkiem często również farsz mieszany z boczkiem,
Žemaičių blynai - (bliny żmudzkie) - grube placki z ziemniaków, z nadzieniem mięsnym lub grzybowym.


Z listy tej wyraźnie wynika, że kuchnia ta charakteryzuje się obfitością potraw z ziemniaków, produktów mącznych i mięsa, serdecznie zachęcam do spróbowania tamtejszego pieczywa i białych serów, z których Litwa słynie.
Oczywiście po obfitym posiłku warto się napić szlachetnego trunku ;-), tu również polecam tradycyjne litewskie alkohole:
Starka - to najpopularniejszy napój alkoholowy na Litwie. Wyróżnia się przeszło stuletnią historią, przypomina polską nalewkę.  Powinna być przygotowana w oparciu o dawne receptury. Do jej produkcji niezbędny jest spirytus najwyższej jakości oraz składniki pochodzenia naturalnego. Starka charakteryzuje się brązowym kolorem i nieco szczypiącym smakiem.
Koncentracja alkoholu, z którego produkuje się starkę nie może być niższa niż 43% objętości
Lietuviskas midus jest to litewski miód pitny. W trakcie destylacji rozcieńcza się go wodą, po czym leżakuje on przez osiem miesięcy. W zależności od odmiany miód pitny może posiadać w swoim składzie różnorodne zioła i rośliny (np. żurawinę, kwiaty lipy, jałowca bądź jagód).
Trejos Devynerios - jest to wódka ziołowa, którą wytwarza się na Litwie już od XIII wieku. Dawniej dodawano do niej 33 zioła, obecnie ich liczbę zmniejszono do 27. Wódkę tę można spotkać pod postacią wódki sklepowej (gorzkiej i cierpkiej w smaku) oraz aptecznej (będącej specyfikiem oczyszczającym).
Ja podczas mojej wizyty postanowiłem jednak poszukać bardziej wyrafinowanych smaków Wilna. I tak swoją podróż szlakiem restauracji i barów zacząłem od restauracji Sakva, mieszczącej się nieopodal polskiego kościoła Piotra i Pawła, którą prowadzą moi przyjaciele. Serwowane są w niej dania kuchni polskiej i litewskiej.






Na przystawkę zamówiłem śledzia marynowanego i delikatnie podwędzonego, z dodatkiem wiejskiej - kwaśnej śmietany i pieczonymi ziemniakami.



Następnie skusiłem się na zupę rybną, z trzech rodzajów ryb słodkowodnych, która była bardzo esencjonalna, zjadłem również małą porcję polskich flaków, bardzo aromatycznych podanych z litewskim kminkowym pieczywem. Po małej przerwie postanowiłem zjeść danie główne, podano mi polędwicę grillowaną z warzywami i świeżą doradę z pieczonym pomidorem. Polędwicą była obtoczona w młotkowanym pieprzu i flambirowana litewską Starką, co powodowało, że  smak był słodko- pikantny. Muszę przyznać, że smakowała wyśmienicie,  specjalnie na moje życzenie wysmażona była w medium rare i to było to czego oczekiwało moje podniebienie ;-).
Wracając do dania z ryby,  dorada była nafaszerowana świeżymi ziołami i masłem.  Smak był wyśmienity, skórka chrupiącą od tłuszczu, a środek pachnący dodatkami. Swoją kulinarną degustację rozpocząłem od chrupiącej skórki, co niestety odbiło się na zdjęciu, z całą pewnością mogę zaświadczyć, że w rzeczywistości prezentowała dużo lepiej ;-)







W karcie były jeszcze oczywiście desery, niestety tym razem postanowiłem posiłek zakończyć popijając Trejos Devynerios czyli trzema dziewiątkami i spacerem w kierunku centrum Wilna.
Kolejnym miejscem na mojej kulinarnej mapie,  to jedna z najbardziej luksusowych restauracji na Litwie- Stikliai, mieszcząca się w pięciogwiazdkowym hotelu, szczycącą się bardzo wykwintną kuchnią. Menu w restauracji krótkie, ale zawierające potrawy z najwyższej półki, począwszy od fois gras przez lobstera z truflami, po ciasto z belgijskiej czekolady z lodami o smaku białej czekolady. Wspólnie z moim litewskim przewodnikiem Witkiem zamówiliśmy małże św. Jakuba z czarnymi truflami i ziemniaczanym rissoto fois gras z karmelizowanym kumkwatem i sosem pomarańczowym.





Na drugie danie poprosiliśmy o polędwicę z sarny z fois gras, z duszoną w cydrze kapustą i kotleciki jagnięce z warzywnym caneloni z dodatkiem sera koziego.
To była prawdziwa uczta dla podniebienia, dania były wyśmienite,  jednak cena nieadekwatna. Uważam, że w tym miejscu jest zdecydowanie za drogo, mimo użycia tak ekskluzywnych produktów. Kolacje zakończyliśmy mocnym espresso i udaliśmy się w dalszą drogę w poszukiwaniu nowych smaków. Spacerowaliśmy po uliczkach starego miasta, które jest bardzo urocze o każdej porze roku, zresztą zostało wpisane na listę UNESCO.
Mijaliśmy bary, puby tapas bary z kuchnią hiszpańską i coraz modniejsze na Litwie winiarnie i to właśnie w jednej z nich postanowiliśmy zakończyć pierwszy dzień kulinarnego szaleństwa. La boheme bo taką nazwę miała ta winiarnia, to połączenie włoskiej tratori i hiszpańskiego tapas baru. Zdecydowanie króluje tam kuchnia nawiązującą do stylu śródziemnomorskiego, czyli szeroki wybór przekąsek wyśmienite sery hiszpańskie i włoskie, oryginalne szynki seranno, joselito, san daniele i wiele, wiele innych wspaniałości. Nie zabrakło oczywiście różnego rodzaju bruschett i makaronów. Karta win przytłacza różnorodnością i ilością win. Warto wspomnieć, że ceny w tym miejscu są bardzo, ale to bardzo przystępne !!! ( Ceny zakąsek zaczynają się juz od 5 lt, a  średnia cena to 10 lt czyli ok 13 złotych, natomiast dania główne są w granicach 16-40zł). Tak dogodnej oferty nie można było zmarnować, skosztowaliśmy kilka smakołyków, popijając je wybornym winem ;-)
Następnego dnia odwiedziłem wieże telewizyjną, która ma 370 m wysokości i jest najwyższym budynkiem w Europie Wschodniej, na jej 160 m mieści się restauracja Paukščių takas, w której serwowane są dania kuchni europejskiej i litewskiej.



Tym razem postanowiłem spróbować carpacio di manzo w litewskim wykonaniu, tatara z dwóch rodzajów łososia, kotlecików jagnięcych z kuskus i sosem na czerwonym winie oraz kaczki z pilawem curry.






Zakąski nie budziły zastrzeżeń, porcje odpowiednie, a dekoracje adekwatne do tego miejsca. Natomiast dania główne niestety nie zachwyciły ;-(. mięso zbyt przesmażone, pierś kaczki jak i jagnięcina były wysmażone na zelówkę. Z ciekawości zapytałem kelnera o przyczynę takiego barbarzyństwa w stosunku do tak zacnego mięsa, on  z uśmiechem na twarzy wytłumaczył mi, że tak się podaje mięso na Litwie, no chyba że gość zdąży uprzedzić o innych preferencjach. Wyszło na to, że tak sobie zażyczyłem. Natomiast okrasą jak i zwieńczeniem obiadu był widok z wieży na miasto. Dodam, że restauracja bardzo powoli okręca się wokół własnej osi, podczas posiłku rozpościera się przed gośćmi piękna panorama Wilna i okolic.






Niestety wszystko co dobre szybko się kończy, pełen wrażeń  postanowiłem wrócić do domu,  wiem jednak, że w najbliższym czasie ponownie odwiedzę Wilno. Myślę, że kryje w sobie  jeszcze wiele kulinarnych niespodzianek, które musze poznać. Gościnność i sympatia poznanych tam ludzi tym bardziej skłania mnie do tej decyzji. O swoich nowych spostrzeżeniach na pewno niebawem napiszę.